Urodziłam się w wsi Wólka Czarnińska, 1909 rocznik, 4 sierpnia.
Byłam pielęgnowana bardzo przez rodzeństwo, bo byłam najmniejsza i najmłodsza.
{Wychowy...} wychowana byłam bardzo w pielęgnacji do lat 8.
Od 8 lat poszłam do szkoły.
Chodziłam troszkę prywatnie przedtem, a bo szkoły u nas nie było, dopierȯ zawiązali szkołę jak miałam 8 lat.
Poszłam do szkoły, w której bardzo z zamiłowaniem się uczyłam, miałam dużo zdolności, cieszyłam się opinią, łod dzieci i łod rodziców i łod profesora.
Gdzie jakie były wycieczki, występy, precz byłam ja. Występowałam na różne wiersze, opowiadania, jakieś lekcje.
Ciekawe to wszystko było na mojej głowie.
Gdy skończyłam szkołę, nauczyciel dwa razy przysyłał po matkę moją, żeby mnie na wiatr nie puszczała,
tylko żeby łoddała do wyższych szkół.
Ale kedyś nie było tak letko, bo było dużo opłaty miesięcznie.
I trochy przyciężko było dla rodziców.
Gdy skończyłam tę szkołę, poszłam do krawcowej szyć się uczyć.
Dwa lata się uczyłam szyć.
Nauczyłam się szyć. Wychowałam się w domu u rodziców zamożnych.
Wśród, koło mnie sąsiedzi byli w bardzo ciężkich położeniach.
Nie mieli co jeść, nie mieli w czym chodzić, w co się ubierać.
Te dzieci były okropnie zaniedbane, do nauki nie miały głowy wcale.
Szło wszystko do mnie, żeby pomagać.
Przynosiły mɩ ciastka, cukerki, wynagrodzenie, żeby, żeby pomagać, żeby {jim} do szkoły pomagać.
A ja byłam zawsze dumna z tego, że stać mnie było na to.
{U ro...} u tych rodziców było okropnie ciężko w domach.
Te dzieci były w domu zaniedbane, brudne, zawszone.
Nie miały się w co obuć, ubrać. Jak jedno poszło do szkoły, to drugie czekało aż {przyjdę} przyjdzie, żeby buty wziąść.
I druge szło do szkoły. Te sąsiadki zawsze szły za pożyczkami.
W wieczór, {kawał} w noc, nieraz przychodzi sąsiadka i budzi, co chcecie węgli podpalić ogień, bo nie ma zapałek.
Głód był na wszystkie strony, że ciężko było w tym środowisku nawet mieszkać.
{Gdɩ} gdy już doszłam do lat 18, byłam na dorywczo takich różnych zarobki, a w 18 latach wyszłam za mąż.
Wyszłam za mąż, wybrałam sobie męża, wdowca z dzieckiem, którego nie zrażałam się, że będę chowała dzieciątko trzyletnie.
{Byłam} byłam już dorosła dziewczyna, nie, to już żonatą byłam i precz udzielałam się społecznie.
Należałam w GES-ie do radɩ nadzorczej, w banku do komisji należałam, {na} na ławniczkę do sądu,
byłam wybrana bez gminę, tylko że nie składało mi się to wszystko, bo wciąż chodziłam po weselach do roboty.
Robiłam, całe wesela urządzałam ji handlowałam bardzo dużo. Bardzo dużo handlowałam.
Za całe życie, za całej okupacji i zawsze całe życie przy handlu.
Biło się świnię, robiło się wszystko, woziło na gospody.
Nawet i mięso do geta wstawiałam. Wstawiałam jile, {jile} razy, co tydzień to nawiozłam.
{Podło...} podwiozło się furo pod miasto, przedzwoniłam po dorożkę, przyjechała dorożka, zawsze trzy ćwiartki bydlaka albo barana, albo cielaka włożyłam do bagażnika,
a resztę odziałam się w chustkę z dzieckem i na dorożkę i wio koniku do geta.
Tak. I tak się udawało mi całe życie.
Całe życie. Okropnie miałam szczęścia dużo za tej okupacji.
Ja handlowałam calutki czas.
Jak się Niemcy rozłożyli, z wozami na szosy,
dwa wozy i dwóch Niemców stojało,
a my z mężem jedziem i z wędliną
i nie ma już się gdzie podziać.
Męża wysłałam do miasta,
a sama łodziałam się z dzieckiem ze 20 kg
wędliny i szłam przez te wozy, przez tych Niemców.
Dochodzę do nich, pytam się:
Panowie, daleko tu lekarz mieszka?
A on tam, tam, mówi, tam od ulicy,
trochy dalej od ulicy 24.
Podziękowałam jėm i poszłam.
I tak to było przygód takich, to dużo, szeregi, rozmaite było do opowiedzenia.
To by było dzień i noc, żeby wszystko opowiedziėć.
Gdy udzielałam się społecznie, precz mnie wzywali, precz mnie wzywali, precz musiałam być ja.
Gdy były dożynkɩ, więc występowałam na trybunach wysoko, opowiadałam deklamację takę dla rolników, którą, którą ułożyłam sama.
Ze dwa tysiące narodu było, wszyscy mɩ z oklaskami przyjmowali, taką deklamację.
Zawdzięczamy naszym plonom, zawdzięczamy wszystkɩm żonom,
tych rolników twardym grzbietom, co ich wszystke biedy gniotom.
To na polu cȯś upadnie, to na, to śkapina upadnie
I wciąż bieda jak rok długi, co raz wpada w większe długi.
Podatkamɩ naciskają, to o zboża nagniatają.
Chleb, chłop kawałka mięsa nie jadł, jak mu prosię zdechło w maju.
Wszyscy śmieszą jednogłośnie, że chłop śpi, a jemu rośnie.
Tu bolączka, tu mnie boli, że chłop kona wciąż powoli.
Precz z to biedą, precz z to nędzo, co rolnicy dotąd pędzą.
Do roboty, do wspólnoty, stary, młody, byle użyć tej swobodɩ.
Ach, ty ziemio, matko nasza, ty nasz karmisz, w bród po uszy,
niech swe każdy serce zbudzi, podziękuję tej mamusi.
Każdy ładny, każdy gładki, bo mu chleba nie brakuje.
Zawdzięczać to rolnikowi, bo to rolnik produkuje.
O wysoka władzo nasza, prezydencie, tyś nam drogɩ, postaw, chociaż odrobinę, postaw chłopa nam na nogɩ.
A to był prezydent Bierut, tak, życzenia dla rolników.
My temu jesteśmy radzi,
kto nasz do dzisiejszėj imprezy prowadzi.
Niech żyją nasze rolnicy,
Wciąż, po życia kres,
Niech znają śmiech,
Niech nie znają [?chęć].
Niech nie wiedzo, co to smutku dni,
Niech nam słońce lśni,
Niech nam zsyła swe promienia,
Oto w imieniu całego narodu
Składam serdecznie życzenia.
Za ich wszelki mozół,
Za ich wszelki trud, niech Matka Najświętsza ma ich w opiece,
niech na tej {dłu...} ciężkiej roli błogosławi jėm Bóg.
Pójdźcie o dziadki, pójdźcie wszystkie razem,
za miasto pod słup na wzgórek,
tam przed cudownym klęknijcie obrazem,
pobożnie zmówcie paciorek.
I litanię do Najświętszej Matki starszy brat śpiewa,
a z bratem, Najświętsza Matko prześpiewujo dziatki.
Zlituj się, zlituj nad tatem.
Tato nie wraca.
Ranki i wieczory we łzach go czekam i trwodze.
Wylały rzeki, pełne zwierza bory i pełno zbójców na drodze.
Wtem słychać turkot, wozy jado drogo.
I wóz znajomy na przedzie.
Skoczyły dzieci i krzyczo jak mogo.
Tato, ach tato nasz jedzie.
Kupiec zobaczył, z radości leje, z wozu na ziemię wylata.
Ha! Jak się macie? Co się u was dzieje? Czyście tęskniły do tata? Mama czy zdrowa? Ciotunia, domowi? A ot rodzynki w koszyku. Ten sobie mówi, ten sobie mówi, pełno radości i krzyku.
Ruszajcie, kupiec na sługi zawołał, ja z dziećmi pójdę ku miastu.
Idzie, aż zbójcy obskoczą dokoła, a zbójców było dwunastu.
Brody jėch długe, kręcone wąsiska, wzrok dziki, suknia plugawa, noże za pasem, miecz u boku błyska, a w ręku ogromna buława.
Krzyknęły dzieci do ojca przypadły, tulą się pod płaszcz na łonie,
Truchlały sługi, struchlał pan wybladły, drżące ku zbójcom wzniósł dłonie.
Ach! bierzcie wozy, ach! bierzcie dostatek, tylko puszczajcie nas zdrowo,
Nie róbcie małych sierotamɩ dziatek I młodej małżonki wdowo.
Nie słucha zgraja, ten już wóz wyprzęga,
Zabiera konie, a drugi:
Pieniędzy, krzyczy i buławą sięga
Ów z mieczem wpada na sługi.
Wtem stójcie, stójcie!
Krzyknie starszy zbójca
I spędza bandę precz z drogi.
A wypuściwszy dzieci i ojca,
Idźcie, rzekł, dalej bez trwogi.
Kupiec dziękuję, a zbójca odpowie.
Nie dziękuj, przyznam się szczerze.
Pierwszy bym pałkę strzaskał na twej głowie,
Gdyby nie dziatek pacierze.
Dzieci sprawiły, że uchodzisz cało, darząc cię życiem i zdrowiem;
Im więc podziękuj za to, co się stało
A jak się stało opowiem
Z dawna już słysząc o przejeździe kupca
I ja i moje kamratɩ
Tutaj za miastem, przy wzgórku u słupca
Zasiadaliśmy na czatɩ
Dzisiaj nadchodzę, patrzę między chrusty
Modlą się dziatki do Boga
Słucham, z początku porwał mnie śmiech pusty
A potem lɩtość i trwoga.
Słucham, ojczyste
przyszły na myśl strony,
buława wypadła z ręki.
Ach, ja mam żonę,
a u mojej żony jest taki synek maleńki.
Kupcze,
jedź w miasto,
ja do lasu muszę.
Wy, dzieci, na ten pagórek,
Biegajcie sobie, i za mojo duszę,
zmówcie też czasem paciorek.
A teraz parę słów
chciałam powiedziėć
właśnie jak
do tej szkoły kochanej chodziło się.
Jakie były lekcje? Były lekcje, relɩgia była święta,
była historia Polski była,
take różne przedmioty, ćwiczenia, rachunki.
Wszystko było do domu pozadawane.
{Ji} którzy słabo się uczyli, sąsiedzkie dzieci,
Przychodzili ciągle z prośbą o pomoc, którym pomagałam, dużo pomagałam.
Stać mnie na to było.
A dumna byłam z tego, że stać mnie na to było.
Cieszyłam się opinią w szkole i w domu, i u profesora,
że zawsze byłam na czele wszystkich różnych lekcji.
Te dzieci biėdne, szkoda mi ich było, bo to nie było odżywione, nie było dokarmione, nie było, nie było dojrzane dziecko, które nawet rosnąć nie mogło, tylko małymi dzieciami byli, z biedy.
Prosiły o kawałek chleba
matkę
jak nieraz do nich poszłam
żeby dała mu chleba kawałek
bo był wysoko chleb położony
żeby nie miały dzieci
tak
nisko
ciężar był na świecie
i starzy ludzie
okropnie się namęczyli
i te dzieci przy nich
i w tej szkole
ciężar miał nauczycie,l
bo nie miał, nie miał z dzieci dużej pomocy.
A odrabiać trzeba było wszystko szczegółowo,
bo był nauczyciel bardzo wzorowy,
bardzo pilny, bardzo dbały ło dzieci.
Także {nie} często się zdarzało,
że lał batem po plecach za nieodrobione lekcje.
Tak było.
Tylko strzelały od łapów te dzieci.
Tak. O starodawnym przygotowaniu na święta, w uroczystości, takich ważnych świąt Bożego Narodzenia.
Była choinka, ubierana była przez różne zabawki, swojej roboty. Była, była całe rodzeństwo.
Modlili się przy choince, przy kolacji, Wigilii.
Bralɩ duże na święta wypieki, mięsa, cielęciny, szynki, wędliny, placki.
Dużo.
No nie było takiej krzywdy, ale to tylko wyjątek był.
To był tylko wyjątek, nie było takich
sąsiadów, tylko wyjątkowo. Tak.
I jeszcze opowiem jedno zdarzenie, jednego razu jak byłam w Mińsku,
zawiozłam mięso, cielęcinę do jednego Żyda, krawca, do geta.
A to Żyd mnie zapłacił za to mięso i prosił żeby, żeby poczekać, on przyniesie mi garnitur i cȯś tam ze złota miał przynieść.
Ale mnie okropnie wypychało cȯś, niemożliwie wypychało mnie, za drzwi, uciekaj, uciekaj, uciekaj, uciekaj.
I zapłacił mi za tę cielęcinę i ja lecę do bramy, a tu już obtoczenie geta przez Niemców.
50 samochodów po 30 na samochodzie.
Wszystko z bronią i po 10 metrów jeden przy drugėm, Niemców.
A ja lecę do tej bramy, przyleciałam do bramy.
Pytają mnie się, już w bramie stali,
pytają mnie się, co ja tu robię.
Powiedziałam, że mɩ dziecko zginęło czteroletnie
i latam go szukam precz.
Jak się zaczęła strzelanina,
jak te Żydzi zaczęli uciekać po ulɩcach,
zaczęli strzelać, zabijać na ulicy,
taka {Ży...} Żydówa starsza już,
to jak kłoda leżała zabita zaraz,
zaraz, zaraz przy mnie, jak leciałam.
Krew zalana na krawężniku {cała}.
{I to, do pierwszej, do wieczora nie można było na ulicę nigdzie wyjrzyć.
Miałam 8 lat i pamiętam jeszcze wszystko doskonale, jak napadli bolszewicy na Polskę.
W 17 roku.
Wszystko przez naszę wieś, najwięcej wojska przechodziło wszystko na Warszawę, na ten front.
A na tym froncie to była ciężka niewola. Wiele tam tego wojska naszło, to kilka dywizji, kilka dywizji, obtoczona była cała Wisła, żeby przedrzeć zasieki.
Więc jednego razu Matki Boskiej Zielnej święto, 15 sierpnia, okropnie już dołożyli tego wojska.
Jak przechodzili koło nas to już się cieszyli, że będą pili kawę w Warszawie.
Jak się zaczęła ofenzywa, wojna niemożliwa, jak zaczęli drzeć te zasieki już się przerywali do, nawet do Wisły.
Ksiądz Skorupka przyszedł odprawić pod baldachem mszę świętę i niestety kiedy odprawiał mszę świętę, wracał pod baldachem, trafił pocisk i zabity został.
Jakiś cud się stał, Matka Boska, Matka Boska okazała się nad Wisło. Jak dodali salwy, nasze Polacy, jak dodali, jak dodali, to same Ruskie krzyczeli, że Macierz Boża, Macierz Boża pokazywał jeden drugemu na niebie, jak {jak} była Macierz Boża.
I od tej chwili, jak się załamało wszystko, jak zaczęło krzyczeć ubiraj, ubiraj, bo już {już} Polacy [...] mogli, jak doszli do, wszystko do, do celu, jak zaczęło to wszystko uciekać, jakieś to okropnie ofenzywa była i to wszystko uciekało i krzyczało ubiraj.
I krzyczało ubiraj, ubiraj, pozostawiali u nas na wsi rozmaitości na łąkach.
Chleb w piecu zostawili, chleb w dzieży świeży do pieczenia zostawiali.
Zostawiali wiele rzeczy po łunkach, mięso rozprawione, krowy.
Nie mieli czasu sprzątać, tylko uciekali na cały gaz, uciekali.
Pogonili ich.
Miałam wtenczas 8 lat, dobrze pamiętałam wszystko i utrwaliło mnie wszystko w pamięci bardzo.
Jak dzień i noc, dzień i noc, ze dwa dni i dwie noce pakowało się wojsko do Rosji, uciekało.
Z dużym napięciem krzyczeli cały czas, ubiraj, ubiraj, ubiraj.
A to wszystko pozostało, ale niestety ksiądz Skorupka założył życiem, zabity został i pochowany na tym froncie.
Tak, no.
Pewnie był zniszczony naród, oberwany był do ostatniego stopnia.
Dziurawy buty, słȯmy z butów wyłaziły, spodnie porwane były, zamizerowane, że ledwo to nogi ciągnęło i na tę Warszawę tak szli, bo będą kawę pili, jak im później dali popęd.
To {to} dużo, to dużo. Było okropnie tam zniszczenie było, okropnie zniszczony naród był.
Także nie do opowiedzenia nawet. Tak.
A kiedy już byłam dorosła, wyszłam za mąż, wyszłam za mąż, to już tylko, tylko naopatrywałam się w handel.
Od 36 roku woziłam na Dębe 3 lata do sklepu wędliny.
Kiedy już w 39 Niemcy weszli i już było tragicznie, bo łapali po drogach i nie mogłam już dojeżdżać, przerzuciłam się na Mińsk z handlem.
Bo było bardzo ciężko w Mińsku. Naród głód cierpiał.
Prosił mnie. Tak pomagałam ludziom. Bardzo dużo. Woziłam co tydzień.
Albo do geta, albo do, albo prywatnie, albo w ogóle zaopatrywałam ludzi z wielko prośbo,
którą mnie prosili, błagali, żeby przynieść żywność jakąś.
I chleb piekłam woziłam, świnie, biło się, cielaki, barany, krowy.
I co tylko mogłam, i co tydzień jakoś mi tak Pan Bóg dopomagał, że było szczęśliwie, raz tylko Niemcy mnie złapali.
Może tak tragicznie nie było.
Jakoś, jakoś tak mnie ubronili, ubroniłam się, że nie było tragicznie bardzo, jak złapali.
Zabrali mi 10 kilo tylko wędliny i koniec na tym był.
Pogadali, pytał się komedant o partyzantach.
Pytał się komendant o partyzantach.
Wysłali męża tam na komórki z żołnierzami, a sam ze mną w mieszkaniu pytał się, żeby mu opowiedzieć,
gdzie mąż należy do partyzantów? Gdzie? Jak się nadaje, jak się prowadzi? Wszystko z ołówkem w ręku.
A ja, a ja mówię tak, a ja mówię tak, panie komendancie, panie komendancie, mój mąż nie należy nigdzie do partyzantów, bo on jest taka ględa, że on by ich wszystko wydał.
On by się, on by się, on by nic nie zatrzymał, jego nie chcieliby za nic do partyzantki.
Bo to jest taki człowiek ględa, że z nim niė ma końca rozmowy, on wszystko, to tylko nic by opowiedział.
A komedant mnie się pyta, a czego ja taką ględę chciałam?
Chciałam, bo miał majątek, a ja byłem biedna dziewczyna, nie miałam z czego żyć i wyszłam za taką ględę. {Tak}
No i tak łaskawie jakoś się wszystko {prze...} przeszło, także tylko zabrali mi 10 kg wędliny i pojechali na komendę.
Przyjeżdżali później nieraz drugi raz przyjeżdżali, ale ja się zawsze jakoś to schowałam, to uciekłam z domu, to to i jakoś już, już zaistniała wojna.
Samoloty przyszły i tłukły, bombardowały posterunek i wszystko już się zaczęła wojna.