K3_B1

I wtedy już trochę było lżej, przewieźć wszystko.

Tak, skapitulowali Niemcy, z tak zwanym końcem.

Nie przestawałam handlować, tylko ciągle żywiłam tych ludzi, dowoziłam, co mogę się dziś świadkami doświadczyć.

Wiele, wiele, wiele, wiele ludziom pomagałam.

I dążyłam zawsze, byłam taka nastawiona całe życie, żeby każdemu pomóc, żeby każdemu ulżyć, żeby naprowadzić na dobrą drogę.

Jak woziłam mięso do Warszawy, rąbankę i wracałam z Warszawy i tak strasznie panowało złodziejstwo, okropnie.

A ja dążyłam, żeby mi ktoś nie wykupił prosiaka jak na rano zajadę.

Tylko wieczorem musiałam wracać do domu o 8, przyjechałam z Warszawy.

Weszłam, miałam za całego prosiaka pieniądze, weszłam do ustępu,

warkocze miałam duże, schowałam pieniądze w rękawice i w te warkocze.

Okręciłam chustką głowę i szłam piechotą do domu.

Do Brzózego dojechałam, doszłam. Od Brzózego dojechałam do Wólki, do naszej wsi.

Zaszłam i mówię dziękować Bogu, już jestem w domu.

A spod mostku wyłazi dragonisko będąc z karabinem na plecach.

I pyta mi się, skąd ja jadę.

A ja mu mówię, że z pogrzebu jadę.

I mówię i tak do mnie, z pogrzebu, z pogrzebu.

Ja mówię, nie strasz baby kożuchem, bo się tak nie boi.

A ten doleciał do mnie, złapał mnie za kark, za kołnierz,

podstawił pod drzewo, pod jesion, karabin z pleców,

do głowy dostawił, a drugą ręką szukał tego dowodu.

Nawet za pończochami i po calutkiej mnie obmacał precz,

a na głowie pieniążki zostały.

Tak było. No, tak.

Sąsiad mój na kolonii na polu tam zawsze mieszkał i przyjął Żydówkę. Przyjął Żydówkę z Kałuszyna, jakiegoś jubilera żonę, co miała dużo złota.

Zabrał ten sąsiad od niej to złoto, a Żydówkę wypędził.

Żydówka poszła na skarbę do Niemców.

Żydówkę pewnie zabili a sam, a sąsiada zabrali, ale że go nie zastrzelili, tylko wszystko musiał tym Żydom to złoto oddać.

Tak, tak.

Sąsiednie podczas tej wojny, ofensywy okropne, jak się Niemcy zaparli w kościele w Stanisławowie, a Ruscy byli w naszej wsi 3 km i okropna była wojna,

Zdemolowali kościół, wszystko zniszczone.

W środku wsi pozabijane było ludzi.

Siedem osób w mojej wiosce było zabitych.

A wiele, wiele spalenia, wiele spalenisków w gospodarstw zapaliło się wiele.

Przylata jedna sąsiadka z drugiej wioski, załamana, z płaczem, z litością.

Całuje mnie, błaga, prosi, żeby jej pomóc.

Mąż zabity, krowa zabita, świń..., prosiak zabity.

I sama wszystko z wielką troską, z płaczem.

Nie odmówiłam jej. Poszłam, wszystko naszykowałam jej.

Pomogłam, jeszcze tam ludzie pomogli trochę.

Wszystko to mięso odrąbywaliśmy, przerobili na kiełbasy.

Wszystko to mięso i mówię, jedź teraz na targ, sprzedaj, wagę bierz i sobie odkupisz krowę.

I tak było właśnie.

Pytam ja się za te roboty, za tę pomoc. Skąd ja mogę od niej wziąć za tę pomoc?

Tam sama litość błagała.

Bo Ruskie zgwałcili te żonę,

a ten mąż nadszedł akurat, zaczął krzyczeć na niego.

Rusek się, oficer jakiś poderwał,

strzelił w łeb chłopu i koniec.

Mówi, ja za ciebie krew przelewaju, a ty żonkę żałujesz?

Tak, tak było.

Spłynęło szybko życie,

Jak potok zbiegł nam czas, za dzień, za pół, za chwilę nie będzie razem nas.

I nasze młode lata spłynęły szybko w dal, a w sercu pozostało tęsknota, smutek, żal.

Bo jeszcze młodość nasza, jeszcze szczęśliwi my, przynajmniej chociaż teraz, niech nie płyną z oczu w łzy.