Zemleć na wymyjnie, tak na taką razówkę. Bo jak się piecze, taki starszy, my piekli to z takiej średniej, nie z niegrudkiej mąki, tylko ze średniej.
Taka żeby była razówka. No i się wsypie w dzierze.
Dzierza by była specjalna taka już jak ja dziewczę, najwiedawniej dzierzy.
I się wsypie i wody takiej ciepłej się zrobi.
I się dobrze rozmieca, żeby nie było i po bokach i tam w tych kątach, żeby nie było czystej mąki.
tylko wymieszał dobrze.
Ręko też?
Ręko, no a co my robimy, ręko ma nie tam w tym.
No i my, no i my te, pochyl jak to się wymieszało,
to się ogładziło i nakryło na, wiesz, smato
i przebram w tym, żeby ono zakiśło.
Jak ono zakiśnie, to trzeba to trzymać aż dobę.
Jak się dzisiaj rozcieni na wiatr, to jutro rano.
To ono zakiśnie, rano się w bierze dosypuje mąki,
dolewa wody i się miesi mocno.
Mocno się miesi, żeby tak, że aż będzie rękę odlinać.
To w ten czas będzie chleb dobry.
I żeby nie był za gęsty i nie był za rzadki.
No i ono postoi tak w tej dziedzi, aż się zacznie rosnąć.
Jak się zacznie rosnąć, to tylko trzeba w piecu rozpalić.
I się napali, się wkładzie w blachy, my kiedyś to buchenki robili.
Buchenki, buchenki, łopata taka jest szeroka i buchenki się robi.
na tataraku i posypać mąką, żeby odstało i można liście z kapusty kłaść,
co gdzieś z krzanu można na spod kłaść, żeby odstało od tych liści.
Żeby się nie zsunął.
Żeby się zsunął.
Jak się napali, to trzeba wziąć i stawić, żeby było napalone.
I trzeba dopiero wymnieść ten węgiel, kosiorem wygarnąć.
I żeby już nie było węgla, a później żeby już tam nie było nic, to wziąć okres maty na kiju i tak pomacać i tam dobrze w tym piecu wymakać.
Ja to później to smato robiłam, wymachać.
To można trzan, no się nazywa trzan.
Żeby już tam nie było węgli, nie było, no przez wymacha.
No i się wsadzi, ten chleb posadza i trzeba, żeby ile on siedział,
to chleb to się daje, no siedzi trzy godziny.
Trzy godziny, tak najwięcej, żeby wiedzieć, że jest on się łukie.
No i dopiero, a jak się robi bukienki, to się najpierw krzyż zrobi,
A jak się wymiesi, to dopiero się zrobi cztery dziury.
Ja cztery robiłam.
Ja cztery robiłam. Cztery dziury i krzyż.
Krzyż i między tym krzyżem się robiło w każdym tym...
A po co te dziury?
Przemośnie prędko.
Jak się mrośnie, to te dziury zarastają.
A ja to pamiętam, że Jezus był tak podniecony i to tak się robi na ten krzyż i trzy dziury.
A ja co tam, moja matka robiła czterej, tak się robiła, tak w każdym miejscu zrobiła pięścią dziurę i już.
No i ono dopiero po mnie jak się w kwiatach napaliło, to jak się te buchenki wsadzało.
A na czym się wsadzało te buchenki?
Na łopatę taką drewnianą, taka okrągła łopata drewniana się robiło.
Z trzonkiem.
I się na tej łopacie robiło te bukienki i się wsuwało i w piastach się wsunęło.
I ono, jak się wsunęło, tak on wiadomo, i tam źle, a ty się...
Ile, zawsze, jak ja zalecę, jak i w piastach, sześć bukienki się robiło.
I jak można było.
No i jeszcze załatwiam się łopciaki już.
I później trzeba wyjąć, jak się wyjmie, to też w ostatni buchenek to się wodą, nie w ostatni kokard, jeden się wodą pomaca.
A lepiej go posmaruj.
Tak się obmyje go wodą. O i już tak będzie upiec.
No to zostawił kawałek ciasta i buraków ugotował, stery i z burakami zrobił, i z chlewdomi zjadł, wymieszał.
A często pieczono taki chleb?
Często pieczono chleb?
Jak się zjeśli, to się zapiekli.
Co bardzo ładnie przełożycie pieku?
Bo to się pożyczało?
Co się pożyczało, to zależy, co też zależy.
Tylko że on, wiadomo, świeży, to nie będzie zawsze.
Nie ma mowy, to się pożyczało tam.
To się pożyczali, wiesz, sąsiadzie to jedzą,
jak się upiekło, nieraz tylko buchenek został.
A później cały czas świeży się jadą.
I uciekał taki rodzaj.
I myśmy piekli w Prudzieżach i piekło.
I ja piekłam.
Teraz?
No teraz nie może być jakaś tam...
I o zawałku co piecze?
Pięć lat, nie, nie, nie, nie, też pięć lat.
Też się piekło.
Ale się w Garku trochę zrobiło, tam plaża studziło się.
Pięciki i się piekło.
A jakie rodzaje chleba pani zna?
Jakie były gatunki chleba?
No są gatunki, razowy i pytlowy.
A jaka różnica była między razowym a pytlowym?
No to więcej przysypywało się dobrej mąki.
Pseny.
Pseny się dosypywały i zytniej, mniałkiej.
A my to kiedy piekliśmy, nie z osiemdziesiątki tylko z takiej.
A który był smaczniejszy, razowy czy pytlowy?
To ja tam pamiętam, i ten się zjadł, i ten się zjadł.
Ja powiedziałam, że razowy był.
Razowy był dziedniejszy, lepszy, bo ten się gorzej zastarzał.
A razowy duży był.
Razowy jak się położył na patelnię, jak on się odgrzał, to fajny, świetny.
A to na patelni odgrzewać jeszcze można?
Nie, nie, nie, można. Można, jak się dostarza jedna tłuszcz, to można go odgrzać.
Można, tylko długo nie, bo on zawsze kuchni zrobił.
Króciutko.
Krótko, taki skipkany, nie cały, bo skipkany.
Takie skipki.
Takie skipki jak się kładzie, takie krajanki.
Były węglowe, to się węgiel wrzuciło w sagan, piaskiem przysypało, on się zadłusił,
Bo niech się kładą, że laska rozgrzewało i się prasowało.
Tak.
Korzyść była jeszcze z tego węgla.
Ale to węgiel był z drewna, prawda?
Z drewna, z drewna, no.
Taki nie mógł być.
A skąd taki nie, to z drewna.
Z dobrego drewna.
Z dobrego, które było najlepsze na...
Sosnowe.
Sosnowe było najlepsze.
Brzozowe to strasznie...
Przez napalę to by ślep przespadł spod.
No, ale jak się powie, to jest no.
Idzie w kraj daleki,
Zegnam ciebie moja lubo,
Kochaj mnie na wieki.
Zegnam ciebie moja lubo,
Kochaj mnie na wieki.
Ja najdalej za rok wrócę,
Za róg do, za półtora, to cię lubo zaprowadzę na ślub do kościoła.
To cię lubo zaprowadzę na ślub do kościoła.
Ale dalej jeszcze ładniejsza, ale ja jej zapomniałam.
A to kiedy śpiewano, to na weselu śpiewano, tak?
I na weselu, jak, jakby tam to miało.
To chyba...
No tak.
...
...
...
No, to tak, że wyszła mama...
To była ładna piosenka, nie?
To zawsze na weselu śpiewano tak.
No i na weselu śpiewano.
Pani Króśnoj psak, że...
...
...
...
...
i wiedziała, że ma się zamówić i że będzie u niej weselać.
W tym młoda idzie, spojrzała na spowiankę,
na niestety zobaczyła swojej wychowy.
To kiedyś był specjalny rajek, tak? Żeby wyspała?
Tak, specjalny rajek.
To się miał z wersji, tak?
Rzadko był, ale on całą parafię odszedł.
Tak, kilka parafii odszedł.
On do nura latał.
Stefan też on jeszcze pamięta.
I on dostawał jakieś opłaty za to?
Jak mógł to, to żądał.
Za darmo nie chodził.
Dla tego nie chodził.
Dla tego nie chodził, trzeba było zapłacić.
I na weselu pewno jeszcze był też.
Takie marzenie.
Nie, tam Rajek nie wyraził.
Nie sami sobie wyrażali.
Ale tak było.
Tak było. Za dawnych czasów przez Rajka się nie ożyje.
Nie, nie.
A mamusi też dziadek wyraił, nie?
Nasza mama powiedziała, że jak mamy wyrajili, to najpierw to rajili tego Ignacego Starego.
No i mama jakoś nie chciała, mu to powiedzieli, że on jak sprowadza tych opatry, to na sam brzeg nakładzie zboża, tam dalej pusto.
To tam ktoś mu czapkę wrzucił, to on później nie ma.
No takie przepowiadki opowiadali, chłop ręką w okno, wszystko poleciało.
A czego?
A mam do mamy później w Cieszynie, w Toczoraju.
I to prawda była.
No i prawda była.
A co ja sobie przypominam?
A jak młoda odjeżdżała do ślubu,
to na pewno było inaczej niż dzisiaj, prawda?
Na przykład młoda odjeżdżała do ślubu.
No to ta sama pozygnała się.
Tak, ale młody przyjeżdżał
nie samochodem, prawda, tylko...
Bo...
Co miał? Wolontem.
Najnowsze, to wolontem. Młody to jest wolontem.
Koniami, kolantem.
A to jak piekało się, to...
To jak jechało się, kto miał drapki na resorach, to drapkami, a kto miał jakich, to miał, to jak pojechał.
I też się ładnie bawili na weselu, prawda? Śpiewali. Teraz nikt tak nie...
Teraz dawniej więcej śpiewali, dawniej tych zabawach było, co śpiewali.
A teraz to tam nie, teraz to...
Teraz muzykanty śpiewają.
Muzykanty. Teraz nie na co nie bawili.
dawniej jak ukłony dawali, to my do tych młodych prosili, to ci tak dawali jak teraz
teraz to pieniądze, dali kury, jajko pali, śmietanę trochę i takie było
takie ukłony byli
a jakie to ukłony? a co to są te ukłony?
no ukłony, jak się teraz daje, to teraz się jadą
teraz pieniądze mają albo prezenty jakieś
a to się nazywało ukłon?
dawniej były ukłony
a teraz prezenty
Ja nie dostałam nic, tylko kury i jajek.
No.
Ale to od razu tego dnia dają, co się prosi?
Czy w dzień ślubu przynoszą te ubrania?
Nie, jak proszą, jak ze wsi to wyprzyma.
Jak przyniosą.
Jak kuchara przyniosą, ja jak przyniosę, to ze wsi.
I więcej nic nie dają? Żadnych pieniędzy nie było?
Nie, nie, nie, nie było czegoś.
Ktoś tam może to obróc i tam...
No tak, tak, tak.
Jakoś po włoskie.
Ja nie dostałam nic, tylko dostałam kurów i jajek.
Zewsi od rodziny kurów, od sąsiadów jajek.
Ja to tam nie pamiętam, bo ja nic nie dostałam na swojej duszy.
Żadnego ukłonu, tak?
Żadnego ukłonu.
Pojechali, ślub wzięli i przyjechali do domu, dali nam se i tak.
Tak. Niech się nie zjadło tyle lat. No nie, zjadła tam kołko, chodź się zapiszczą.
O Jezu kochany, to co z rodziną.
Ranne czasy, to nie to co teraz.
A Rajek to na przykład, jeśli rajł, to on ze zdjęciem, jemu się zdjęcie dało, tak?
No tak, no on szedł.
I sam kojarzył te pary?
Sam, wiadomo, wiedział już kogo wyrazić, a co.
I najpierw do kogo on się zwracał? Do młodej jechał i mówił, że kawalerowie...
Ale do rodziców też pytał rodziców.
No chyba, chyba ci każą być.
Nie tak jak teraz to.
Ona w zdjęciu wyglądała taka, a później to je nacij.
A tego jak Rajek no pojechał do tej młodej i później to długo trwało do wesela, bo teraz to młodzi chodzą ze sobą na przykład rok czy półtora, a pierwszy...
Za trzy tygodnie razem musieliśmy.
Od zapoznania się?
Tak.
Jedno niedzielę trzy zapowiedzi mogło być i w poniedziałek już ślub mógł być.
A to w dni tygodnia były śluby?
Nie, nie. Nie, to nie było wyznaczone, tylko jak teraz, za trzy miesiące, może za trzy tygodnie można ślub być.
Ale i do rejenta najpierw jeździli czy nie?
Tak, ale jak chciała do rejenta, jakaś rejenta.
Jak chcieli, który chciał kawaler posagu, to jak mu obiecywali i dadzą, to właśnie o rzekę, nie to nie.
Pan to trzeba, żeby ten kawaler majątek miał. Jak majątku nie miał, to i posagu nie dostał.
Jak majątek zapisał na nią też, to posagu dostał. Jak nie zapisał, nie miał, to nie dostał.
Wodzie to druchy stojali w jednym stronie, a po mnie przyjechał młody w Drozdbordzie.
Witali się i się dobierali panienki, które się dobierały.
To miały się po mnie bawić i na weseliszu byli obiady, byli,
okupowali muzykantów.
A co to znaczy okupowali?
Teraz nie okupują.
Gra, jak to powiem?
Najpierw zagrali młodemu przy stole, w kobiedzie.
A później położyli talerz i dopiero od tego dróg byli do tej druhy.
Każdy swoje duchne musiał kupić.
I pieniądze kłaść.
Już razem do kościoła jechali, tak?
No już raz, raz, raz.
Młode osobno, młode osobno.
Ale w Bogu to musieli jechać do kościoła razem.
A oni tym wyjechali, bo ja była w Gryndzicach.
Bo byli zajechali, bo tam niedaleko z Gryndzic.
To ta droga była.
I nadszła mi już.
I koniec, skończyło się.
Później na zabawie, jak była zabawie,
Na zabawie jak było, do tańca.
Ja widzę, że on tylko się tak podśmiewa z tych dziewczyn.
On się podśmiewa, pochyb kołeczku.
On mnie w kołeczku się zakręcić chce.
A ja dopiero, mówię, zapala mnie otwór.
Nie, nie zapalę otwór, nie chciałam.
Nie chciałam sobie kręcić, że nie.
No i jakoś później to on coś powie.
Także mnie później brał do tańca, czy jak.
A ja nie chciałam.
I on mi podał miotły.
No i on mi podał miotły.
A ja mówię dziękuję.
Chodzę z Rafakiem, jakim chłopakiem.
Bo ja z tym chłopakiem za 36 lat.
A widzisz?
Myślałam, że chłopak na jakiego?
Na jakiego?
Chwana dziewczyna.
Mówię, chodź.
Ta ciotka lepiej zrobiła.
Nie chciała tam z Rytylakiem iść do tańca.
Przyniosła miotłę.
odwróciła i bęc, bęc, go to miotło po karku.
A ja to nie.
Ale ja...
To Zbiga to zrobiła.
A ja mówię, wolę drapakiem, jak byliacym chłopakiem.
Wykręciłam się na ukoch, postawiłam skorę w przebęczku.
Wziął i tańczył, i tak, tak się wygina, tak się wy...
Takie szyderki mnie prowadzi.
Ja mówię, jak coś wziął, to tańcz.
Jak się należy.
On, nie mówię, mnie szyderki prowadził.
Nie z siebie.
Tak samo jak byś wziął mnie, to jakbyś ze mnie.
A kiedy wziął, to tańczy, a kiedy nie, to nie.
Tak ją muza wypaliła.
Ja tam byłam razowa.
Jak się nie podobało, to nie biegł i zderdalków nie prowadził.
A on sobie mówił, że to było, to było, to było.
Chlap ja.
A ona była malutka i taka już starsza, a on dla wszyderków się wziął.
I się zajmuje jak tańczy, a ja się patrzę na to. Tańczy się zdaniem, ale się patrzę z boku i powiem, o jakich był to tańcach.
A jak mnie to nie bierze, nic ty, Zajberkow, nie prowadź. Nie bądź takim mądrym.
Dawniej to nie tak się bawili jak kontra się bawili.
A co to jest kontra?
Kontra na cztery pary.
I jak to wyglądało?
Tak wyglądało, że cztery pary stało i bawili się.
I to tak grali.
Ale ja z tego nie wypomaczę, jak grali, ale to strasznie fajne kontro było.
Oj, jak naskali.
O, nie lubili tego kontra długie.
Nie lubili, bo wtedy się cztery pary wybawiło, jak mieszkanie duże, to ma tym par bozło.
Zrobili na ma tym parę w dużym mieszkanie.
A te siedzą, patrzą się.
A te wybiorą sobie chłopaki, dziewczyn, takie co dobrze chodzą i wzięli i tańcowali.
A to długo się ciągnęło.
Nie tak jak tylko było, ile też.
Mam kusteczkę, cztery rogi.
Kusteczkę chaptowano.
Tak, to chaptowano, jako się naczyńce było.
A bo jak się bawili, co tańcowali, kołko zrobili. Kolapki jak wybierali.
A kwiatki chodzili jak to?
To ja to pamiętam jeszcze.
Powiedziały ludzie, że ja chodzę w brudzie, że ja chodzę w brudzie, a ja sobie ciściuleńka jak ta gąska w pródze, a ja sobie ciściuleńka jak ta gąska w pródze.
Zobkierł się tam kosz.
Kawaler jako prydz, jako prydz,
Wolę kieszeni nie ma nic.
Kawaler dobrej woli, dobrej woli
Sprzedał spodnie, kupił soli.
Jak się pomyli, dowiedzieli,
Co to jest, co to jest, co to jest.
Rozmaite kawałki mieli.
Ojej, no to tak.
I dziewczyny, chłopakom,
Którym możliwcy,
Tam zaśpiewali dobrego.
A niektóre to najładniej,
Żeby lepiej mali, najgorszo.
Najgorsza.
A teraz...
Ta druhna to tego, drużbę to długo gościła u siebie w domu?
No, pocestowała. Posiedzieli, zjedli, wypili i sam na wesele pojechali. Jak blisko, jak nie to poczyli.
A gdzie to poczyli?
No my to, poczyli na piechotę, bo to tam niedaleko.
To każda druhna musiała przygotować jakieś piechotę?
A jakże, a jakże. Ubieraczka jak musiała przyjść szykować.
A ubieraczka to?
A co robiła ubieraczka?
Co ubieraczka? Zaprosiła wszystkich gości.
A to ona ubierała się młoda u wisi...
Młodą ubrali, potestowali i w pysznym nie wiem czy jechał młody.
To młoda nie ubierała się u siebie w domu, tak? Tylko...
Nie, ubieraczkę.
A ubieraczka gości nie zrobiła i już.
I już.
To jest tak samo jak, jak koło... jakieś tam naprawdę czyli wesela musiała zadarzyć.
Ja byłam na łańcuchu, cztery lata byłam ubieraczką.
Ale gościła młoda ubieraczka, czy gości też część?
Wszystkich gości. Wszystkich gości.
Zabrało się, idziemy ubierać młode.
Wszystkie goście przyszli, nim wyjazd przyjechał.
Kto się wyrażał, to było kto, jak było czas.
Oprócz wyjazdowych.
No, oprócz wyjazdowych.
A po nim mogło te, te, te.
Ona i młodej pomagała się ubierać czy nie?
A ja tam pomagałam, ruch nie ubrali.
Ruch nie ubrali.
Nie raz pomogli, jak idzie ubieracka założyć.
Nie raz.
Szkabowali, żeby założyć.
Ja tam nie pamiętam, czy nie byłali, czy nie.
Były inne zajęcia, goście trzeba...
A w Bipsie, w tacy ruchy.
Teraz lepsza moda.
Teraz lepsza.
Oni mają ubieracka, zniczą, ubiorą się.
A przyjęcie było jedno przed kościołem,
Przyjęcie to było przed kościołem jedno, jak się zaprosiło, a później przyjechał zdany młody, znowu było przyjęcie.
A później z kościoła znowu przyjęcie.
Tylko trzeba było dookoła gary sprzątać i zmiłać.
A o której takie wesele się zaczynało?
Od południa.
Od południa się zaczynało?
Od południa.
Czy chcesz?
A trwało całą noc?
Całą noc, do rana.
O, jak tej rano?
Dłużej się ma.
Południe, a dłużej.
Dłużej, nie, tak, do kościoła jechali ludzie, śliją, coś bawili.
Pamiętam, to w piętnastu zabrakło tego, to zażnęli obce, pojechali, teraz kamienica była, rodzina.
To jeszcze zdążyli zażnąć obce?
Zdążyli, muszę mówić.
Było, za dużo gości przyjechało, tak, i nie mieli czym poczęstować.
To miało być mały wyjazd, a później przyjechał drugi. No i co trzeba więcej. Było więcej.
I owce zażnęli.
Owce zażnęli, na ciepło zrobili do tego, nie wiem czy tam do obiadu czy dodawali, ja sobie już nie pamiętam, nie dodawali.
Powinni oni byli ciepłe. Z dodatek był.
Ale że zdążyli...
To obiad był później.
Obiad był przed dniem.
Ale to obiad, bo tak jak teraz to nie ma tam obiad na weselu jesteśmy to cały czas sobota.
Teraz cały czas jedzemy.
A pierw to nie?
Bo to nieraz to i długowato posiedzieli te drużyny zrównowag.
Drużyna miała, dużo wódki posiedziała.
I wódkę musiała kupować też.
No co, wszystko trzeba było.
Tak, gdyby konie schować, wóz schować.
Nie ma.
Nie ma.
Mało wragi.
Dobra kuma.
Dzisiaj to przywożą swoje drówno.
Biorą drówno.
Kiedy drówno pojedzie sama, to nie ma dróżki.
A my też każdy dzień mamy swoje drówno.
Wjazd był, to był, a teraz tam na meszynie, dobra.