Bardzo proszę się nam przedstawić, skąd pan pochodzi i jak się pan nazywa?
Ja jestem gożyka, rolnik i pracuję w gospodarstwie, teraz już nie, bo jestem stary na ręce, to już tak ja na łaskawich nie jedzę.
I te ręce ile tam dają, to nie tak dużo bardzo, bo powinny te ludzie mają, a ja mam za mało trochę, no ale jakoś wytrzymam na tym, bo muszę, bo...
To znaczy pan tu mieszka z całą rodziną swoją, tak?
Tak, z całą rodziną tutaj mieszkam.
Jestem wdowiec i tak przy synie i tak się mną opiekują i tak żyję jakoś do ostatniej chwili.
Ale z wnuczkami pan mieszka czy tylko z synem?
Z synem i z wnuczkami, no.
A ile wnuczki mają lat?
A wnuczek ma 22 lata.
O, to już kawał chłopa.
Chłopak tak, że nie wiem może niedługo będzie.
I ja tak czekam, żebym ja by, poganiął go, żebym, chociaż jeszcze wypić może, żebym chociaż wypiął trochę, bo jak,
bo później to może starszy człowiek, to już nie może wypić, ja jeszcze mogę.
I zatańcować tak po staroświecku, bo berka jakiegoś to lubię.
A tych nowoczesnych to bardzo nie, bo jak człowiek starego typu, to tam, to nowoczesne to jest, nie ma w głowie.
A wnuczek też na gospodarce jest?
Tak, wnuczek jest przeznieżonaty przy ojcu, bo ojciec gospodarzał, on tak sobie obijał się.
Wiem, że pan pochodzi tutaj stąd z Osieka. Proszę nam opowiedzieć o majątku Grabińskich.
Tak? To był majątek Grabiński?
Grabińsko to była taka staropanna.
No i gospodarzała tutaj nie tak źle na tej gospodarce.
Miała tych ludzi tutaj do roboty, tych po prostu takich dworoków, jak to się nazywało,
Do tej pory rnali, co porali konie i robili.
Ona gospodarzala dobrze, to się miało zło, bo się kłół.
To gospodarzalo się, ona pilnowała i wybawała ludzi.
Nie można powiedzieć, że była zła kobieta, dobra była.
Tylko ona to też taka była, że trzeba ją po tych łapach liżać.
Ale ona rękawice miała, co by ona wrócić, jak chcesz pocałować rękawice, bo ona nie zdina.
tam chłopany się bardzo nie liczyła, bo tam powiedzmy to była wysokość wera i nie, no ale gospodarzowa i druże chodzili do roboty, fornor który był to łał, łał, on o służących, parobka, dziewkę, tak było podobniejszy mu parobek i dziewka, to oni to chodzili do pieliniu do roboty inne, a ten fornor który był to łał, łał, on o cztery kunie i łał i jakoś tam gospodarzali,
dopóki nie wnosiła wojna, a jak wnosiła wojna to ona się tam zajmowała może nie wiem czym, no ale tym się interesowała, nie?
To musiała zmykać, a tu był administratur to i później też nie. Tak administratur dwora, to ja bym gospodarzał tu na tym,
nic mi nie robili, później ten majątek po tym dworze jak ona wyszła, to ta służba, to wszystko rozgrabieli,
To bydło, to sobota, wszystko powytrwdali, zboże, to wszystko.
A jak wojna się skończyła, to ta reforma, to tam powiedzmy porozdawali jednemu więcej, drugiemu mniej.
I tak widać jak gospodarzą sobie, każdy na oddzielne.
Ale według mnie to nie jest dobrze, bo jeżeli jesteśmy Polakami i chcemy być takimi dobrymi, to bym tak samo człowiek, kobieta była, nie?
Więc to byli jej majątki, nie? I zabrać nie dać, a ona gdzie później? Poszła Pan Bóg, gdzie, nie? Ona już nie żyje.
Ale jeżeli tak chcemy dobrze, to nie trzeba nic, żeby się komuś zabrać.
Tylko trzeba było, jeżeli się wyzina, to trzeba było zapłacić, a nie wygnać i nic sobie.
Znaczy dużo ona miała tutaj pracowników, dużo od niej pracowało.
I co ci w ogóle ludzie robili?
Ludzie, to było pracowników ze dwadzieścia.
Chłopy i kobiety i małżeństwa i młodzież, to wszystko robiono w Piedelach i kartofle kopały bez nieba po ziemi to wszystko.
A zimą to tam we dworze, gdzie roboty nie brakło, wtedy nie ma co robić, bo musiał coś robić, nie?
Bo oni tak robili, żeby go zatrudnić.
Słyszałam, że...
Zabitą podwórze, ale musiał być.
Słyszałam, że Pani Grabińska pięknie jeździła na koniu.
Jeździła na koniu, jeździła do Walewic. Miała takiego kasztana, jak ja, w 1934 roku.
To była na koniu, jeździła na koniu, jak chłop.
A czy ta Pani jeszcze żyje?
Nie, ona już nie żyje, bo ona była w Walewicach, rodzacka z Walewic, to Bielawy to jest cmentarz parafialny, ona tam jest pochowana.
Aha, tam jest zdaje się kapliczka Grabińskich, tak?
Kapliczka, nie wiem czy jest.
Kapliczka.
Może jest. Ona była później, jak już to wszystko tak, potem zaraz w tych czasach, to ona była tu u mnie raz, dwa razy była.
A w ogóle co stało się z tym majątkiem po wojnie? Jak to się stało, że ten majątek teraz ma innego właściciela? Bo teraz właścicielem jest pan Baczarelli.
Tutaj? Tak. To, to, to, to, to, to tylko ten ośrodek Baczarelli ma. Ten ośrodek 8 hektarów na tą ogrodzinie. W ogrodzinie to jest Baczarelli.
On to jakiś tam dziadak, pradziadak, on tu kiedyś był, jego ojciec, może dziadek jest, i on później tu o to starał się, żeby to mu się należało.
Tu mieli ludzie to, to po 3 hektary, po 2 mieli, nie? Więc ta gmina, która tutaj jest, to oni też tak, w początku to zimę chłopono.
A no, że nie chłop, on trochę by pobrał to tam. To później, co kto miał, to byłby miał.
A, nie, żeby jeden, nie? Tylko ten cały urząd, cholera, to ktoś nie pasuje, nie?
Pasuje, patrz sobie.
To mówią, nie, jeden, żeby kupił. Jeden to się bojało się, że ktoś tarub kupić, bo ja duma, ile to za to będzie, za to płacić.
No to Baczarello przysła na zebranie i to ona weźmie wszystko jak gdzieś, a ten nie chce, bo się boją, bo jak wszystko weźmie te 3 hektary to będzie ziom i jakby się płaciło, a tak to diabli wiedzą ile to pieniędzowa na to dać.
No i niech weźmie, i ona w zimach podziękowała, w ogrodzie i są.
Znaczy a w ogóle kim są ci państwo Baczarelli?
Jak?
Kim oni są? Ten Baczarelli jest...
To był jakiś dziedzic prawdopodobnie. Dawniejszy, dawniejszy. To on tutaj był, bo dziadek, pradziadek.
Kto tu był przed Grabieńską to był jakiś Saskis, Aniewski, a on tu tam, tu go nic nie pamiętasz, ale mu się tutaj znaczęli, że to jest jego tutaj, że tam mu się należy, że to...
Tak. No a pan mi powie, czy pan się orientuje co jest z tym wycinaniem topól na terenie szkoły?
Jak?
Wycinają te drzewa, te topole tutaj na terenie szkoły. Czy pan wie czy ja to jest zasługa? Tak. Takie piękne drzewa i takich jest ich mało tutaj na wsi. Jak to się stało, że te drzewa...
A no bo to było boisko, to było tu, w tym asfaltzie to było odsadzone, nie?
Ale później, a no, tam wiesz, tam młodzież tutaj te sport uprawiał i chciał tu postawić sobie dom, nie?
Jakoś tam, że tu, pozwolili im tu wyciąć, nie?
Ale tu przyjeżdżali z ludzi z Wydziału Oświaty, do nich kierownik powiedział, że nie, nie da wam wyciąć.
A zróże znowu jakoś tam nic się nie robiło i wyczyni to trzeba i to tam wyczyni.
I po moim, bo tam to podjabła to wycinek było, nie?
Tam nie przeszkodzało to to. To wyczyni tam za tym domem.
Tak, a proszę mi powiedzieć, czy w czasie wojny Pan też był na tych terenach tutaj na terenie Łowicza?
Czy po prostu...
Ja byłem na wojnie.
Na wojnie. A mógłby nam Pan opowiedzieć coś z historii? Coś z czasów wojny?
Tak, ze swojego przeżycia. Co panu utkwiło w głowie najbardziej, co pan zapamiętał, o czym pan mógłby opowiedzieć?
Proszę pana, ja byłem wzięty do Łodzi od 4.45 i tam było się tam 3 dni czy 2 dni w Łodzi, bo w 1 wrześniu byłem wzięty,
bo to na poprzeczną mobilizację i na Warszawę.
To zaraz w Łodzi jak my wyjechali, no bo są na taką wieżę z założą,
to już nam tam Niemcy zabiorą, cywilne.
I tak się jechało do Skierniewic, Skierniewic do Warszawy,
z Warszawy na miejsc Mazowiecki i proszę Panią, jak nas nasiedli Niemcy,
to w Trzcionowie, za Łowicem, to ja przy karabinie masynowym byłem,
To się zarobą, bo przy takim drachcie kamionka była i na skraju tej kamionki karabin nocny wyustawiali w nie.
I mówią tu będą Niemcy strzelać, przyjechać, nie. I solki niemieckie sły, to u nas działa nastawili i wieli, to Niemcy wycofali się.
Ale jak nadesły samoloty na nas, to tak ciągła taka akacja, była może 40 cm średnicy.
Józef w kolonie chodził, bo tak myśleli, że na rogu poda, to tak chodził, bo tak piok, te kulki klupały.
I tak rozpierdło się to wszystko, to wojsko, że później nic do swojego nie trafiło.
Jedna granda szła i była i zmykała, i zmykała, i zmykała.
I ja do Kowla zaszedłem, w Helmie, w Lublinie, w białej podlaskie i pod Kowlem jesteśmy, mówią, że o po wojnie chyciech w Niemcach zabity, wolna się z kuncera, to do Kowla idziemy.
Idziemy do Kowla, to idziemy.
Kaciusz mówi, o to teraz samochodami odwiedzą, pociągamy, czy będziemy przeszli, to już to będzie, nie?
No dobra, przeszliśmy, na drugą godzinę oni mówią, zbierają wojsko, konie do dział, bo to arceleria i mówią, to robotę prądową tworzą.
Tu cię boli cholera, nie? Gdzie? No ale są dogodki. Wytworzyli to wszystko, wyzbierali i po południu wyjeżdżamy, w rejonie koszarsz, my z Marszki tak społynęliśmy.
Wyjeżdżamy, ujechaliśmy tam 100 metrów, a trzy metry, że on jeszcze idzie, znowu dwój, i znowu dwój, i mówię, co to tak tu idzie się, nie idzie się w tę stronę.
A oni mówią, że Ruszce już tu są, rozbrojają.
I się zapuszczono dwa razy i działy z nim się boją.
Jakśmy dojechali do tych punktów, gdzie tam Tyruszce stojęli, to tak, co masz zabierą ci, bruncie zabierą.
A chcesz to choć znamy, chcesz to i do matki kartofle kopać.
To nasza kompani, porucznik Kacmarek był, pistolet miał i na kuniu siedział.
To kogo mu zeszło z kunia, że błotał pistolet?
A on mówi, że nie, to jest jego własne, on tego nie daje, bo to jest moje.
Zasiadał z kunia, zeszł z kunia, pożnęł w glebie kuniu za ruskim.
I później tak się zło i zło z powrotem, że kto z piąto co jest.
Gdyśmy to jechali w kunie, bo kuni nie zabierali.
I my chodziliśmy prosić do jakiegoś miasteczka, Syców się nazywało miasteczko.
I my przyszliśmy tam i tam już Niemcy na wieczór mówią,
już to Niemcy są, wy tam własne wybiją.
I my te konie sprzedali i na piecu się myślili.
I my przyszliśmy do Wisły, nad Wislę.
No przez Wisłę przejechał.
No przejechał, ale jak?
Ale tam przyjechał taki niemiecki żołnierz, co po słowach albo polsku umiał.
I mówi, że nas przewiezie, ale mówi tam pokazuje za Wisłą ten biały kum i tam jest nasze dowództwo, to nas tam zabierą.
Mówimy, żeby nas gdzie indziej przewieźli, więcej mi pieniędzy dali, przewieźli nas gdzie indziej.
Przewieźli nas na taką wieś, zarobszy te bliższe chałupa, stoimy, wjedziemy do chałupy, ale mówi, że nie wiem przejść do mnie,
Taka dziewczynka jak to te są, ja z tym miałem dziewczynkę i na kolana usiadłem i tylko byłem jako sam musiał się pochować.
I miała chleba, dał mi kawałek, ja tam chleb im, tak byłem cokabady.
I tych noc tam czterech było, z Bąkowa, tam był z Golińsk jeden.
I oni doszli, pytam, gdzie sądato, a myśmy się przebrali po cywilnemu.
Myśmy sądatów po cywilnym, a dwóch z nami było, to już wzięli, zaraz będzie co z powrotem.
A my jak posy, to my z nogi poszli do miasta, do gru jest było zdaje się.
I tam z miasta patrzymy, już Żydów ciągną, zalep i biją kolbą, beckowów sprzają wojskowy, a nam już nic.
I tak my szli, szli w plik, jak my przeszli do ulica, chyba z tydzień my szli, przysłuchi i tak było, i jest dobrze, w wichach.
I tym sposobem znalazł się pan tutaj na terenach Łowicza?
Znalazłem się, proszę panią, 17 października, policjała.
No tak. A jeszcze chciałabym się zapytać, czy w ogóle bywa pan na weselach w tych stronach? Jak w ogóle odbywają się wesela?
Wiem, że w drugi dzień w Poprawiny są organizowane tak zwane przewoziny młodych. Co to takiego jest i jak w ogóle to się odbywa?
Jak to się odbywa? A no na drogę dzień jak te poprawy nie są to wie pani tak, popiją, pojedzą i jakiś dziadów stają, nie?
Ustają tych dziadów z pięciu, że tam ich kobiet pora się poprzebiera, posmole się i tam pojeżdżą, poprzyj tam, potem we wesele,
tam później guńą tych młodych, tam usmole, gdzie kogo nie będzie i to tak jest, ale ja byłem na wesele, śpiewałem jak nie wiem.
A może pan coś nam zaśpiewa wesołego? Może pan coś pamięta z weselnego?
Chyba dżumie.
No to bardzo proszę.
Ja chyba tłucham.
A jak ja byłem młody, ale wyskoczyłem skłody,
Tyle mam stary jak sobaka, to nie mogę iść przetaka.
Ty dziewczyno, łocki moje, jak umrzymy to oboje,
Boję, to że my się blisko chować, byśmy się mogli całować.
To nie?
A ktoś śpiewa, a nie umie, to mu Pan Bóg wyrozumie.
A kto umie, a nie śpiewa, to się Pan Bóg na to gniewa.
A i sidelecka strugowali, na dziewczynę mrugał.
Ale sidelecka cisnęla i dziewczynę łódź cisnęł.
Będzie.
A proszę mi powiedzieć, w ogóle jacy ludzie mieszkają tu w Osieku? Czy tutaj mieszkają sami rolnicy, czy ludzie, którzy pracują w przemyśle?
Tutaj to wszystko rolnicy.
I duże pola, tu są duże gospodarstwa?
8 hektarów przeważnie, 10, 12.
A proszę nam powiedzieć, gdzie pan chodził do szkoły?
Ja chodziłem do szkoły w Zdunach, tam był taki Kaczyk Jan i ja chodziłem do niego do szkoły.
Był dobry nauczyciel, tylko że my się po łazersku trochę zachowywali.
Ja sobie tylko łaz uchylałem, bo zawsze jak gdzieś było wesele, to poszedłem w inne wesele, bo chodziło dzieci po weselach, sami płacili, nie tak jak teraz.
I nic mi nie nauczyłem ani nie napisałem. Tylko jak czekałem, jak sam przyszedł do szkoły, to czekałem, przecież jak mnie, proszę Panie, a dzisiaj sobie zrobię lekcję, bo tam masynowaliś, czy tam coś robili, bo tu kolem go i mi posłał.
Ja z tych byłem dobry nauczyciel, tylko tak było dzieci, to tak też tak, żeby specjalnie były dopilnowane.
I jakich przedmiotów się Pan uczył?
A no wszystkie, geografia, historia, matematyka tam takie.
I ciężko było uczyć się w szkole nie mając odpowiednich...
Nie, nie było za bardzo ciężko.
A czy odpowiednie pomoce naukowe mieliście w szkole? Mapy, atlasy?
To, to było.
Pomocy różne do matematyki, było tak?
Były, były, tak. Ja nie zem takie wygodne, ale zem tak po trawie, zalewa się z dnia.
Więc ja bardzo panu dziękuję za rozmowę, życzę wszystkiego dobrego, żeby pan miał jeszcze dużo siły, aby móc obrabiać swoją gospodarkę i życzę 100 lat życia. Dziękuję panu bardzo, do widzenia.
Dziękuję.